Kategorie: Wszystkie | Coming soon | Festiwale | O filmie | Seriale
RSS
poniedziałek, 16 lipca 2012

"Kolor purpury" to dramat obyczajowy, który powstał w 1985 roku. Jego reżyserem jest znany z hollywoodzkich hitów Steven Spielberg i jak na kolejny hollywoodzki hit przystało "Kolor purpury" zdobył swego czasu 11 nominacji do Oscara - jednak ostatecznie żadnej statuetki mu nie przyznano. Brak Oscara nie przesądza o tym, że film jest kiepski. Wręcz przeciwnie - jest, moim zdaniem, bardzo dobry. 

 

O życiu Afroamerykanów w Ameryce w początkach XX wieku powstało wiele filmów, jednak wiele z nich pokazuje wyłącznie obraz relacji z białą częścią społeczeństwa amerykańskiego. Natomiast "Kolor purpury" to film, który koncentruje się na ukazaniu relacji wewnątrz samej zbiorowości czarnoskórych. Fabuła zbudowana jest wokół postaci Celii (granej przez fantastyczną, ale początkowo irytującą Whoopi Goldberg), której trudne dzieciństwo (i ciąża z ojcem) było tylko zalążkiem tego, co miało spotkać ją później. Małżeństwo z mężczyzną, który traktował ją jak przedmiot, takie traktowanie doskonale uwypukla fakt sprowadzenia do domu swojej kochanki, której Celia służy obiadem, a później także przyjaźnią. Niektórzy o filmie mówią "patologia", ale patologia to coś odbiegającego od normy, coś nienormalnego, tymczasem w tamtych czasach takie traktowanie kobiet wydaje się czymś na porządku dziennym. 

Postacie w jakiś sposób powiązane z Celią, np. Sofia (Oprah Winfrey), pozwalają również na przekonanie się o tym jak biali traktowali Afroamerykanów. I kolejny raz zachowanie to nie wypada dobrze, acz oczywiście zgodnie z historią. 

Film jest pełen mocnych scen, które naprawdę wzruszają (np. scena rozdzielenia sióstr). Smaczku dodaje muzyka, która nie jest jedynie doskonale dobranym tłem. Ostatecznie "Kolor purpury" nas zaskoczy, chociaż przez cały film wydaje się, że na zaskoczenie nie ma tu miejsca. Zaskoczyć nie dadzą się jedynie osoby, które przeczytały powieść Alice Walker na podstawie, której film powstał.

 

Polecam!

Whoopi Goldberg "Kolor purpury"

piątek, 22 czerwca 2012

Pamiętacie film "Uprowadzona" z 2008 roku? Opowiada on o byłym agencie służb specjalnych (w tej roli Liam Neeson), który musi zmierzyć się z porwaniem własnej córki. Co więcej, przez telefon przysłuchuje się temu. Sytuacja jest tym bardziej dramatyczna, że główny bohater znajduje się w Nowym Jorku, a jego córka w oddalonym o tysiące kilometrów Paryżu. Film sensacyjny - niektórzy stwierdzą, że typu zabili go i uciekł, ale tym razem to on zabija i to aż 26 osób, a wszystko po to by odzyskać swoją uprowadzoną córkę. 

Już niedługo w kinach pojawi się sequel filmu sprzed 4 lat. Tym razem ofiarą porywaczy zostanie nie tylko, doświadczona w tym już, córka. Akcja filmu będzie toczyć się w Turcji, a więc spektakularne scenerie gwarantowane! Premiera dopiero jesienią, a tymczasem możecie obejrzeć trzymającą w napięciu zapowiedź. 

 

http://youtu.be/8nDL5dpj8jQ

17:44, filmowcowo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2012

Film "Najsamotniejsza z planet" obejrzałam w ubiegłym roku na Festiwalu Filmy Świata Ale Kino, teraz wielkimi krokami zbliża się jego oficjalna polska premiera. Czego można się spodziewać po obrazie wyreżyserowanym Julię Loktev? 

Dwójka młodych, amerykańskich poszukiwaczy przygód dotarła do Gruzji, która dochodzi do siebie po wojennej traumie. Tutaj Alex (Gael Garcia Bernal) i Nica (Hani Furstenberg) chcą, za pomocą lokalnego przewodnika, wyprawić się w góry Kaukazu. Dla bohaterów nie jest to pierwsza tak egzotyczna wyprawa, dlatego wydaje im się, że są inni od przeciętnych turystów, że świat tak odmienny od świata Zachodu nie jest im obcy, chyba nawet myślą, że do niego przynależą. Jednak okazuje się, że ta początkowa beztroska i infantylność doprowadzi do całkiem nieoczekiwanych zdarzeń, które zmienią relacje między bohaterami. A zaplanowana przyjemna wędrówka staje się czasem przemyśleń, walki z poczuciem zawodu i ciszy po burzy i przed kolejną burzą. 

Swoją drogą dla mnie w relacjach bohaterów zabrakło chemii. Alex i Nica maszerują, rozmawiają, uczą się słówek, śmieją się - robią wszystko to, co mogą robić zakochani ludzie, ale też wszystko to co mogą robić ludzi sobie obcy. Są w tym sztuczni, co prowadzi do tego, że nawet moment przełomowy nie został przeze mnie odebrany tak jak powinien być. Dużo bardziej rozbudowana wydaje mi się postać przewodnika, Gruzina po przejściach, który początkowo jest nieobecny, przeżywa coś wewnątrz, coraz bardziej się otwiera, by ostatecznie zwierzyć się bohaterce ze swoich problemów...Komu wędrówka uświadomi, że jest "Najsamotniejszą z planet"?

Film od samego początku miał być kręcony w Gruzji, ale z pewnych powodów rozważano przeniesienie akcji do Chin. Ostatecznie stanęło jednak na Gruzji i malowniczych górach Kaukazu. Widoki, które zapierają dech w piersiach miejscami kradną całą uwagę widza. 

Za kolory, zdjęcia, przyrodę, miejscami muzykę, słabego Garcię (ale jednak Garcię) daję takie średnie 6/10.

 


Zacznę od tego, że polski tytuł po raz kolejny woła o pomstę do nieba. No może tym razem nie jest to wyczyn na miarę klasycznej już "Szklanej pułapki" czy "Wirującego seksu". W końcu "Teoria wielkiego podrywu" coś tam wspólnego ma z "The Big Bang Theory" bo jest i teoria i wielkie coś, tylko ten podryw się nie zgadza, a jeśli już jest to także w teorii. Cudowna dwuznaczność tytułu od tak została nam zabrana. 

Serial swoją amerykańską premierę miał we wrześniu 2007 roku, a na polskich ekranach zagościł ponad rok później – w listopadzie 2008 roku. Obecnie na amerykańskim kanale CBS możemy oglądać już 5. sezon.

Przez ostatnie 4 sezony mogliśmy bliżej poznać życie szalonych naukowców z Pasadeny w Californii. Bohaterzy to typowi nerdzi – czterej nieprzystosowani do życia społecznego, namiętnie zajmujący się grami RPG, tematyką science-fiction oraz komiksami naukowcy: genialny i obsesyjno-maniakalny Sheldon Cooper, wiecznie zakochany i chyba najbardziej życiowy Leonard Hofstadter, nieśmiały Hindus Rajesh Kootrapphali oraz niespełniony podrywacz Howard Wolowitz. Każdy kolejny odcinek pokazuje nam kontrast pomiędzy spojrzeniem na świat nerdów (chociaż wszyscy oprócz Sheldona przeszli już towarzyską ewolucję i w mniejszym bądź większym stopniu odnajdują się w społeczeństwie) a zachowaniami ludzi przeciętnych. Część żeńska serialu, do pewnego momentu, zdominowana była przez atrakcyjną sąsiadkę Sheldona i Leonarda – Penny. To właśnie dzięki niej możemy zauważyć różnice pomiędzy nadzwyczaj inteligentnymi, ale oderwanymi od rzeczywistości naukowcami, a po prostu zwyczajną Penny, która mimo trudności dość dobrze radzi sobie ze swoim życiem i niespełnioną karierą aktorską. Postacie, które miały być tylko epizodami zagościły w serialu na stałe – to narzeczona Howarda Bernadette oraz dziewczyna Sheldona Amy Farrah Fowler (neurobiolog i w życiu i w serialu).

36 nominacji do różnych nagród (m.in. Emmy i Złotych Globów) oraz 5 wygranych mówią same za siebie. Serial warto obejrzeć także dla samego Sheldona Coopera, który wyrósł na niekwestionowaną gwiazdę. To właśnie ta postać przesądza o charakterze serialu i to właśnie grający go Jim Parsons zgarnął większość nagród dla "The Big Bang Theory".

Twórcy zaplanowali jeszcze tylko 2 sezony serialu – emisja ostatniego będzie miała miejsce na przełomie 2013/2014 więc kto nie oglądał ma jeszcze szansę nadrobić zaległości przed wielkim finałem. A jak już je nadrobi to na pewno zostanie fanem Sheldona i spółki i nawet fizyka stanie się znacznie bardziej przyjemna. (;

 

TBBT sezon 1.


niedziela, 06 maja 2012

Kupiliśmy zoo” to ekranizacja bestsellerowego pamiętnika Brytyjczyka Benjamina Mee, który po śmierci żony musiał zmienić życie swoje i swojej rodziny. Film w reżyserii wyróżnionego Oscarem reżysera Camerona Crowe'a („U progu sławy”) w wielu miejscach różni się od życiowej i książkowej wersji, ale podobnie jak ona ma swój urok. Jedną z ważniejszych różnic jest to, że akcja filmu dzieje się w słonecznej Kalifornii, natomiast tak naprawdę tytułowe zoo zostało zakupione w deszczowej Wielkiej Brytanii.

Jednak i w książce i w filmie poznajemy mężczyznę, który do tej pory był żądnym przygód reporterem – przeprowadzał wywiady z najgroźniejszymi dyktatorami świata, nie straszne mu były huragany i wichury z których przebiegu przeprowadzał relacje. Teraz stanął przed kolejnym wyzwaniem – jak poradzić sobie z życiem i wychowaniem dwójki dzieci po śmierci ukochanej żony? Gdy nastoletni syn Benjamina Mee zostaje wyrzucony ze szkoły ojciec rodziny stwierdza, że czas zmienić otoczenie. Podczas poszukiwań nowego domu dociera do podupadłego zoo, któremu grozi zamknięcie, a jego podopiecznym uśpienie. Dom wraz z zoo postanawia kupić i właściwie od tej pory zaczynają się różne mniej i bardziej przyjemne perypetie, które tak jak w życiu są przyczyną zarówno smutków, jak i radości. Właściwie w tym filmie nic nas nie zaskoczy – brak tu nagłych zwrotów akcji, ale jest to ten typ kina, które ujmuje swoim ciepłem, prostotą i po prostu porusza.

W głównej roli – owdowiałego ojca i nowego właściciela zoo – podziwiać możemy Matta Damon'a („Buntownik z wyboru”, „Ultimatum Bourne'a”), który w swoim nowym, powiększonym wcieleniu doskonale zagrał zwyczajnego mężczyznę, który stawia czoła niezwykłym okolicznościom, jego postać zarówno bawi i wzrusza. Scarlett Johansson zagrała pracownicę zoo, która niestrudzenie pracowała na rzecz zwierząt i przy okazji zdobycia serca głównego bohatera. Uroczą rolę odegrała mała aktorka Maggie Elizabeth Jones, która wciela się w postać kilkuletniej córki Bena, Rosie Mee, i właściwie skrada film wszystkim - podczas scen z jej udziałem na pewno na twarzy niejednej osoby zagości uśmiech. Ciekawie pokazana jest napięta relacja pomiędzy ojcem, a dorastającym synem (Colin Ford) i to jak relacja ta, wraz z bohaterami, powoli się zmienia. Film dotyczy życia w zoo więc nie można zapomnieć o zwierzętach dzięki którym film ogląda się z taką przyjemnością – wszystkie odegrały swoje role bezbłędnie, nawet jeśli polegały one tylko i wyłącznie na wylegiwaniu się na wybiegu.

Atmosferę domu na prowincji i zoo, któremu bohaterowie próbują przywrócić dawny blask, oddają zachwycające i klimatyczne zdjęcia autorstwa Rodrigo Prieto (wcześniej m.in. „Babel”, „Tajemnica Brokeback Mountain”). Fani muzyki powinni być zadowoleni również ze ścieżki dźwiękowej filmu ponieważ znajdują się na niej utwory wykonywane przez Neila Young'a, Jónsiego, Bona Iver'a czy Sigur Rós.

Ktoś napisał, że film jest słodki, kolorowy i beztroski. Moim zdaniem nie jest on cukierkowo słodki i na pewno nie jest sielankowo beztroski – pokazuje on prawdziwe życie. Może rzeczywiście bardziej kolorowe, bo czymś niezwykłym wydaje się zamieszkanie w ogrodzie zoologicznym wśród lwów, tygrysów i niedźwiedzi, ale poza tym niecodziennym tłem film opowiada o codziennym problemach i zwyczajnym życiu. Opowiada też o zmianach, których czasem się boimy, ale dzięki tej historii (i świadomości, że wydarzyła się ona naprawdę) powinniśmy mieć więcej odwagi i wiary we własne możliwości. Ktoś może uznać, że takie porywanie się z motyką na słońce jest naiwnością, ale jak pokazują losy Benajmina Mee tak wcale nie musi być.

„Kupiliśmy zoo” to 120 minut optymistycznego kina i produkcja naprawdę godna uwagi, a także zapewne niejednej łzy dlatego szkoda, że w polskich kinach przeszła niemal niezauważona.

 

Plakat promujący film

wtorek, 01 maja 2012

Aktorzy, których do tej pory kojarzyliśmy głównie z występami na dużym ekranie, Woody Harrelson i Matthew McConaughey zagrają główne role w 8-odcinkowym serialu kryminalnym „True Detective”. Losy tytułowych detektywów splotą się w trakcie trwającego 17 lat śledztwa w sprawie seryjnego zabójcy z Luizjany. Serial wyreżyseruje Cary Fukunaga – dotąd znany przede wszystkim z pracy nad „Jane Eyre”. McConaughey i Harrelson w życiu prywatnym są najlepszymi przyjaciółmi – dla tego pierwszego będzie to debiut w dużej roli w produkcji telewizyjnej, drugi ma na swoim koncie 8-letnie występy w serialu z lat 80. „Zdrówko”.

Jak mówi autor scenariusza, Nic Pizzolato (stworzył inny kryminalny serial – „Dochodzenie”), historia będzie opowiedziana z wielu perspektyw i będzie obejmowała wydarzenia w kolejności odbiegającej od chronologii. Scenarzysta przygotowany jest do pracy nad kolejnym sezonem, który miałby opierać się na podobnym schemacie, ale opowiadałby o nowej sprawie i nowych bohaterach. Póki co nie wiadomo czy pierwszy sezon spodoba się widzom, ale właśnie wyjaśniło się która stacja wyemituje 8-odcinkowy serial - będzie to HBO. 

Warto przypomnieć, że HBO ma na swoim koncie takie serialowe hity jak "Gra o tron" i "True Blood".

Źródło: deadline.com, hollywoodreporter.com

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Obraz wyprodukowany przez Marvel Studios, który kosztował ponad 200 mln dolarów, już kilka dni po swojej światowej premierze przynosi spore zyski. W miniony weekend obraz zadebiutował na 39 światowych rynkach, a wszelkie rekordy pobił w Meksyku, Brazylii, Argentynie, Ekwadorze i innych krajach Ameryki Łacińskiej. Znakomite wyniki otwarcia zanotował również na Tajwanie, Malezji, Francji i we Włoszech. Jednak film, w którym występują Robert Downey Jr., Chris Evans, Mark Ruffalo i Scarlett Johansson, najwięcej zarobił w krajach anglojęzycznych – w Wielkiej Brytanii prawie 25 mln dolarów, a w Australii prawie 20 mln dolarów. Łączny wynik weekendowego otwarcia to niemal 180 mln dolarów wpływów z biletów.

Dla porównania obraz „Battleship: Bitwa o Ziemię” po trzech tygodniach projekcji w kinach zarobił zaledwie 170 mln dolarów czyli mniej niż film o superbohaterach podczas premierowego weekendu.

Oglądalność, a co za tym idzie, zyski będą wzrastać ponieważ „Avangers” czeka na swoją premierę zarówno na rynku rosyjskim, jak i chińskim. Tymczasem w Polsce kinowe szaleństwo na punkcie bohaterów Marvela rozpocznie się dopiero 11 maja.

 

Źródło: hollywoodreporter.com, datapremiery.pl


Gwiazdor filmu „Matrix” Keanu Reeves musiał ostatnio obejrzeć „Gniew tytanów” ponieważ to właśnie ten film uznał za najlepiej obrazujący problem wykorzystania technologii 3D we współczesnym kinie. „Ten film jest często przedstawiany jako przykład jak tego nie robić. Było to robione na szybko i to widać. Jestem przekonany, że twórcy filmu byli sfrustrowani wynikiem swojej pracy” powiedział o wykorzystaniu 3D w „Gniewie tytanów” Reeves. Aktor uważa, że wykorzystanie techniki 3D w postprodukcji filmów jest dla nich szkodliwe ponieważ nie da się wtedy w pełni ukazać każdego aspektu filmu „tak jak było to zaplanowane”, a bezrefleksyjne przerabianie może pozbawić filmu sensu i zrujnować dany projekt.

W tym roku swoją premierę ma mieć film „47 Ronin” z udziałem Keanu Reeves'a, który ma być wyprodukowany właśnie przy użyciu technologii 3D. Ciekawe czy ten obraz spodoba się aktorowi.

Źródło: digitalspy.co.uk

 

oO

niedziela, 29 kwietnia 2012

Po dziesięciominutowym pokazie filmu „Hobbit”, na CinemaCon w Las Vegas, pojawiła się fala krytyki zarzucająca zastosowanej w nim technologii 48 klatek na sekundę zbyt duży realizm i pozbawienie filmowej magii. Głos w dyskusji zabrał sam reżyser Peter Jackson, który stwierdził, że „fragmenty pokazane na Cinemacon były nieskończone, a przez to ludzie nie odebrali ich tak jak powinny być odebrane”. Poza tym reżyser dodał, że taka reakcja go nie dziwi ponieważ wszelkie nowości początkowo przyjmowane są z rezerwą. A technika wyświetlania 24 klatek na sekundę wykorzystywana jest w kinie od wprowadzenia do kinematografii filmów z mówionymi dialogami dlatego też 48 klatek na sekundę jest czymś zupełnie nowym i pewnie długo będziemy musieli się do tego przyzwyczajać.

Reżyser dodał, że „wszyscy zarzucają mi, że film jest przez to inny, ale moim zdaniem ta jego inność jest pozytywem, szczególnie dla filmu w technologii 3D, dla wielkiego kina i tego, które próbuje wciągnąć widza w opowiadaną historię” a takim właśnie ma być „Hobbit”.

Hobbit” będzie miał swoją premierę w grudniu i będzie pierwszym filmem wyprodukowanym w całości w technice 48 klatek na sekundę, co ma zapewnić filmowi większy realizm i „wygładzenie” obrazu – jak mówi Jackson o to właśnie mu chodzi, a wszystko dla większego komfortu oglądających.

 

Oficjalny Hobbit

 

Źródła: hollywoodreporter.com, deadline.com

 

piątek, 27 kwietnia 2012

Jennifer Morrison czyli serialowa dr Allison Cameron powróci do serialu w jego finałowym odcinku, który zostanie wyemitowany w USA już 21 maja. Ostatni raz Morrison pojawiła się na planie serialu w sezonie 6., gdy powróciła by zakończyć swoją sprawę rozwodową. W odcinku zatytułowanym „Everybody Dies” zobaczymy również pozostałych stażystów, którymi „opiekował” się House – Olivię Wilde (Trzynastkę), Amber Tamblyn (Martha Masters) i Kala Penna (Kutnera).

Sezon 8., kultowego już serialu, właściwie od początku powstania serii miał być tym ostatnim – Hugh Laurie miał podpisany kontrakt tylko do 8. sezonu, a ten został nakręcony z okrojonym budżetem. Zakończenie ma być mroczne i pokręcone, co zresztą w wydanym jakiś czas temu specjalnym oświadczeniu, twórcy poinformowali jaki ich zdaniem powinien być koniec losów dr House'a:


 „Zawsze wyobrażaliśmy sobie House'a jako tajemniczą istotę, która nigdy nie powinna wychodzić z przyjęcia ostatnia. Znacznie lepiej będzie zniknąć zanim ustanie muzyka, a w powietrzu nadal będzie unosić się atmosfera tajemnicy i obietnicy”.

 

Źródło: film.onet.pl, tvline.com

 

16:56, filmowcowo , Seriale
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2